a moon of alabama, czwartek, 25 września 2008 10:47:11
Siedzę pod czarnym niebem i liczę gwiazdy, które muszą spaść na głowę, bym zbudziła się z codziennych snów. Mam wyżęte z umiejętności słuchania uszy, zaklejone nieprawdą oczy i połamane ręce. Nozdrza wypełnia zapach padliny - to przez okno wpada zimny wiatr, a z twarzy wycieramy kwaśny deszcz. To niechybne preludium zimy, które od dawna chowa się w żebrach, to nagły wstęp do świata oziębłych pocałunków składanych na zimnych jak lodowate sople policzkach.
Gubię się w trawach, gdzieś między niebem a piekłem, a przecież to tylko dwa piętra od ziemi. W palcach trzymam papierosa, chowam twarz w dłoniach, chcę być tylko wymysłem Boga, wiatrem chłodzącym rozgrzane serca, chcę palić i wydychać ludzkie dusze, a tymczasem wydycham samą siebie.
Mów szeptem, gdy zbudzisz moje demony, nie pytaj, co się ze mną stało, przecież nie potrafię rozmawiać z własnym cieniem. Nie ma sensu, bym sobie wierzyła, kiedy wiem, że kłamię.
zamyślił się Król.